Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać - autor nieznany
Dla wszystkich tych, którzy sprawiają, że poznajemy prawdziwą definicję przyjaźni -
fajnie, że jesteście!
Od trzech dni nie wychodziłam z domu. Odkąd w czwartkowy wieczór w knajpce z sushi go zobaczyłam, nie miałam siły widywać się z innymi. Jedno mnie tylko zastanawiało - czy tak teraz będzie zawsze?
W knajpce Naruto nie omieszkał przywitać się z Sasuke. Pogadali chwilę i wszyscy dowiedzieliśmy się, że czarnooki wraz z rodziną na stałe wrócił do Konohy. Każde spotkanie z nim odbierało mi wszelką ochotę do przebywania z ludźmi. Jeszcze tylko w naszymi mieście jego brakowało!
Nagle coś mnie natchnęło. Wstałam z łóżka i pomimo tego, iż znów miałam na sobie ten stary dres i przetartą bluzę, kompletnie się tym nie przejęłam i skierowałam się w stronę drzwi. Niestety moja mama (która nie wiedziała, że w piątek zrobiłam sobie wagary) nie omieszkała mnie zatrzymać.
- Dokąd idziesz, Sakuro? - spytała czule, choć w jej tonie wyczułam nutę podejrzliwości.
- Wychodzę do Hinaty - mruknęłam, złapałam klamkę i pociągnęłam ją w dół.
- A po co? - mama założyła ręce na klatce piersiowej.
- Chciałabym, by pomogła mi z chemią.
- Aaaaa.... - mamie zaczynało się przypominać, która dziewczyna z mojej klasy to Hinata. - To ta granatowowłosa dziewczyna z Hyuuga, tak?
- Ta.
- Baw się dobrze - krzyknęła za mną.
Tak naprawdę kłamałam. Nie zamierzałam odwiedzać Hinaty i męczyć ją korepetycjami z chemii. Szłam do Naruto. Raz, potrzebowałam lekcji z piątku. Dwa, musiałam z kimś pogadać, a wizja rozmowy z blondwłosym wydawała mi się lepsza niż z kimkolwiek innym.
Idąc ulicą, zakryłam sobie głowę kapturem. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie rozpoznał. Wtedy znów zaczęłaby się ta lawina pytań: "Gdzie byłaś?", "Co robiłaś w piątek?", "Czemu cię nie było?" i tym podobne.
To jest PARANOJA, pomyślałam karcąc samą siebie. Dlaczego jego widok odebrał mi chęć życia? Dlaczego zamknęłam się w sobie na te trzy, cholerne dni? Dlaczego dawałam mu tę satysfakcję?
Moje rozmyślania przerwały drzwi wejściowe w domu Naruto. Wytarłam buty (czyt. glany) o wycieraczkę i zapukałam do drzwi.
Tak jak się spodziewałam, otworzył mi ojciec blondwłosego Uzumakiego, Minato.
- Dobry wieczór - przywitałam się, wchodząc do domu.
Rodzice Naruto znali mnie bardzo dobrze - w końcu, byłam częstym gościem w ich domu. Naprawdę, lubiłam ich. Byli takimi ludźmi, których nie dało się nie darzyć sympatią.
- Witaj, Sakuro - odpowiedział mi na moje powitanie Minato, zamykając za mną drzwi.
- Naruto w domu, prawda?
- Tak. Mam go zawołać? - zaproponował.
- Nie trzeba - odparłam i pognałam po schodach do pokoju mojego przyjaciela.
Zapukałam i zanim usłyszałam jakiegokolwiek typu "proszę", otworzyłam drzwi. Naruto i tak był do tego przyzwyczajony; zawsze tak robiliśmy.
- O, hej Sakura - blondyn wstał z łóżka, na którym leżał i przywitał się ze mną.
- Hej, Naruto - powiedziałam, ziewając.
- Oj, oj, coś ty mało spałaś dzisiaj w nocy - skarcił mnie przyjaciel. - Usiądź sobie na łóżku. Wprawdzie, jest tu niezły bajzel, ale znając cię, nie przeszkadza ci to, co nie?
- Nie - mruknęłam, podczas gdy Naruto usiadł sobie na swoim krześle obrotowym przy biurku.
- Matko, brzmisz tak, jakbyś była schorowana.
- Słyszałam to od ciebie już w czwartek.
- A właśnie. Czemu cię w piątek nie było, co? - zapytał Naruto.
- Roztrój żołądka. - powiedziałam. Myślałam nad tym, co mu powiem już w drodze, ale nie dał się wywieźć w pole.
- Dobra... A tak naprawdę? - spytał.
- Tak naprawdę zrobiłam sobie jeden dzień wolnego. Należał mi się! A teraz, mógłbyś mi podać lekcje, prawda?
- Sakura - powiedział z wolna Uzumaki. - Ty chyba naprawdę już na łeb upadłaś. Z takimi rzeczami, to do Hinaty się chodzi.
- Oj, no wiem, ale...
- Chcesz pogadać - dokończył za mnie, uśmiechając się łobuzersko.
Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się. Zszokował mnie fakt, jak on dobrze mnie zna. Czasami patrzyłam na niego nie, jak na przyjaciela, tylko jak na brata; był mi tak bliski.
- Nie powiem, schlebia mi to. No... to o czym chcesz gadać? - spytał.
- Powiedz, co ciekawego się w piątek wydarzyło - odparłam.
- W sumie, to nic - stwierdził Naruto. - Chemica odpuściła, dzięki ci Boże, chodzi plotka, że Shikamaru, nasz geniusz, umówił się z Temari, ale grom wie, co Ino miała na myśli... A, i Kakashi przedstawił nam dzisiaj nowego ucznia naszej zajebistej klasy...
Zanim odnotowałam wszystko, co powiedział do mnie blondyn, wszelkie swe myśli skierowałam ku Sasuke. Nie wiem, po co ani dlaczego. Tak po prostu wyszło. (dop. aut. - ach, bo wszystko, co fajne, dzieje się przez przypadek ^^)
- Nie mówisz poważnie, że... - nie przeszły mi przez gardło słowa "...Uchiha Sasuke będzie z nami w klasie". Choćbym nie wiem, jak się starała, nie mogłam tego wypowiedzieć. Niestety, dotarła do mnie ta bolesna rzeczywistość.
- Przykro mi, Sakurka. Wiem, że chciałaś się od niego uwolnić... - zaczął Naruto, ale weszła mu w słowo.
- Daj spokój - powiedziałam po namyśle i machnęłam ręką. - Kurwa, nie będę się tym dupkiem przejmować.
- Mądra dziewczyna - pochwalił mnie Uzumaki. - Nie daj sobie w kaszę dmuchać.
- Wiem o tym, ale dzięki za przestrogę - Naruto i ja wybuchnęliśmy śmiechem.
Tak nam upłynęło półtorej godziny. W tym czasie oboje wspominaliśmy sobie czasy przedszkolne, obejrzeliśmy parę grupowych zdjęć, nawet znaleźliśmy pierwszą pracę pisemną Uzumakiego ze szkoły podstawowej, pt. "Kim będę w przyszłości".
Kiedy wróciłam do domu (a wróciłam niechętnie), bez słowa poszłam na górę do swojego pokoju i runęłam na łóżko. Musiałam się wyspać, gdyż jutro miał nastąpić jeden z tych cięższych dni w życiu.
Szczęście, że Naruto nigdy nie pozwoli mi upaść.
lol spoko
OdpowiedzUsuńOj no wiem
Usuń