sobota, 27 października 2012

Rozdział 2

Przy­jaciele są jak ciche anioły, które pod­noszą nas, gdy nasze skrzydła za­pom­niały jak latać - autor nieznany

Dla wszystkich tych, którzy sprawiają, że poznajemy prawdziwą definicję przyjaźni
fajnie, że jesteście!


   Od trzech dni nie wychodziłam z domu. Odkąd w czwartkowy wieczór w knajpce z sushi go zobaczyłam, nie miałam siły widywać się z innymi. Jedno mnie tylko zastanawiało - czy tak teraz będzie zawsze?
   W knajpce Naruto nie omieszkał przywitać się z Sasuke. Pogadali chwilę i wszyscy dowiedzieliśmy się, że czarnooki wraz z rodziną na stałe wrócił do Konohy. Każde spotkanie z nim odbierało mi wszelką ochotę do przebywania z ludźmi. Jeszcze tylko w naszymi mieście jego brakowało!
   Nagle coś mnie natchnęło. Wstałam z łóżka i pomimo tego, iż znów miałam na sobie ten stary dres i przetartą bluzę, kompletnie się tym nie przejęłam i skierowałam się w stronę drzwi. Niestety moja mama (która nie wiedziała, że w piątek zrobiłam sobie wagary) nie omieszkała mnie zatrzymać.
   - Dokąd idziesz, Sakuro? - spytała czule, choć w jej tonie wyczułam nutę podejrzliwości.
   - Wychodzę do Hinaty - mruknęłam, złapałam klamkę i pociągnęłam ją w dół.
   - A po co? - mama założyła ręce na klatce piersiowej.
   - Chciałabym, by pomogła mi z chemią.
   - Aaaaa.... - mamie zaczynało się przypominać, która dziewczyna z mojej klasy to Hinata. - To ta granatowowłosa dziewczyna z Hyuuga, tak?
   - Ta.
   - Baw się dobrze - krzyknęła za mną.
   Tak naprawdę kłamałam. Nie zamierzałam odwiedzać Hinaty i męczyć ją korepetycjami z chemii. Szłam do Naruto. Raz, potrzebowałam lekcji z piątku. Dwa, musiałam z kimś pogadać, a wizja rozmowy z blondwłosym wydawała mi się lepsza niż z kimkolwiek innym.
   Idąc ulicą, zakryłam sobie głowę kapturem. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie rozpoznał. Wtedy znów zaczęłaby się ta lawina pytań: "Gdzie byłaś?", "Co robiłaś w piątek?", "Czemu cię nie było?" i tym podobne.
   To jest PARANOJA, pomyślałam karcąc samą siebie. Dlaczego jego widok odebrał mi chęć życia? Dlaczego zamknęłam się w sobie na te trzy, cholerne dni? Dlaczego dawałam mu tę satysfakcję?
   Moje rozmyślania przerwały drzwi wejściowe w domu Naruto. Wytarłam buty (czyt. glany) o wycieraczkę i zapukałam do drzwi.
   Tak jak się spodziewałam, otworzył mi ojciec blondwłosego Uzumakiego, Minato.
   - Dobry wieczór - przywitałam się, wchodząc do domu.
   Rodzice Naruto znali mnie bardzo dobrze -  w końcu, byłam częstym gościem w ich domu. Naprawdę, lubiłam ich. Byli takimi ludźmi, których nie dało się nie darzyć sympatią.
   - Witaj, Sakuro - odpowiedział mi na moje powitanie Minato, zamykając za mną drzwi.
   - Naruto w domu, prawda?
   - Tak. Mam go zawołać? - zaproponował.
   - Nie trzeba - odparłam i pognałam po schodach do pokoju mojego przyjaciela.
   Zapukałam i zanim usłyszałam jakiegokolwiek typu "proszę", otworzyłam drzwi. Naruto i tak był do tego przyzwyczajony; zawsze tak robiliśmy.
   - O, hej Sakura - blondyn wstał z łóżka, na którym leżał i przywitał się ze mną.
   - Hej, Naruto - powiedziałam, ziewając.
   - Oj, oj, coś ty mało spałaś dzisiaj w nocy - skarcił mnie przyjaciel. - Usiądź sobie na łóżku. Wprawdzie, jest tu niezły bajzel, ale znając cię, nie przeszkadza ci to, co nie?
   - Nie - mruknęłam, podczas gdy Naruto usiadł sobie na swoim krześle obrotowym przy biurku.
   - Matko, brzmisz tak, jakbyś była schorowana.
   - Słyszałam to od ciebie już w czwartek.
   - A właśnie. Czemu cię w piątek nie było, co? - zapytał Naruto.
   - Roztrój żołądka. - powiedziałam. Myślałam nad tym, co mu powiem już w drodze, ale nie dał się wywieźć w pole.
   - Dobra... A tak naprawdę? - spytał.
   - Tak naprawdę zrobiłam sobie jeden dzień wolnego. Należał mi się! A teraz, mógłbyś mi podać lekcje, prawda?
   - Sakura - powiedział z wolna Uzumaki. - Ty chyba naprawdę już na łeb upadłaś. Z takimi rzeczami, to do Hinaty się chodzi.
   - Oj,  no wiem, ale...
   - Chcesz pogadać - dokończył za mnie, uśmiechając się łobuzersko. 
   Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się. Zszokował mnie fakt, jak on dobrze mnie zna. Czasami patrzyłam na niego nie, jak na przyjaciela, tylko jak na brata; był mi tak bliski.
   - Nie powiem, schlebia mi to. No... to o czym chcesz gadać? - spytał.
   - Powiedz, co ciekawego się w piątek wydarzyło - odparłam.
   - W sumie, to nic - stwierdził Naruto. - Chemica odpuściła, dzięki ci Boże, chodzi plotka, że Shikamaru, nasz geniusz, umówił się z Temari, ale grom wie, co Ino miała na myśli... A, i Kakashi przedstawił nam dzisiaj nowego ucznia naszej zajebistej klasy...
   Zanim odnotowałam wszystko, co powiedział do mnie blondyn, wszelkie swe myśli skierowałam ku Sasuke. Nie wiem, po co ani dlaczego. Tak po prostu wyszło. (dop. aut. - ach, bo wszystko, co fajne, dzieje się przez przypadek ^^)
    - Nie mówisz poważnie, że... - nie przeszły mi przez gardło słowa "...Uchiha Sasuke będzie z nami w klasie". Choćbym nie wiem, jak się starała, nie mogłam tego wypowiedzieć. Niestety, dotarła do mnie ta bolesna rzeczywistość.
   - Przykro mi, Sakurka. Wiem, że chciałaś się od niego uwolnić... - zaczął Naruto, ale weszła mu w słowo.
   - Daj spokój - powiedziałam po namyśle i machnęłam ręką. - Kurwa, nie będę się tym dupkiem przejmować.
   - Mądra dziewczyna - pochwalił mnie Uzumaki. - Nie daj sobie w kaszę dmuchać.
   - Wiem o tym, ale dzięki za przestrogę - Naruto i ja wybuchnęliśmy śmiechem.
   Tak nam upłynęło półtorej godziny. W tym czasie oboje wspominaliśmy sobie czasy przedszkolne, obejrzeliśmy parę grupowych zdjęć, nawet znaleźliśmy pierwszą pracę pisemną Uzumakiego ze szkoły podstawowej, pt. "Kim będę w przyszłości".
   Kiedy wróciłam do domu (a wróciłam niechętnie), bez słowa poszłam na górę do swojego pokoju i runęłam na łóżko. Musiałam się wyspać, gdyż jutro miał nastąpić jeden z tych cięższych dni w życiu.
   Szczęście, że Naruto nigdy nie pozwoli mi upaść.

sobota, 29 września 2012

Rozdział 1

   Leżałam senna na swoim łóżku, z rękami założonymi za głowę, w starym dresie i nierozciągniętej koszulce. Pomimo tego, iż była dopiero czwarta po południu, mnie już się chciało spać. Nawet do lekcji nie zamierzałam usiąść. I tak zawsze mogłam spisać wszystko od Hinaty. Dałaby mi je z pewnością, co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Może niektórzy wypomnieliby mi moje lenistwo, ale ja, po prostu, chciałam się zrelaksować spokojem, jaki dawał mi brak innych domowników. Tylko tego potrzebowałam.
   Kiedy już myślałam, że będę mogła upajać się tą błogą ciszą, jaka panowała w domu, poczułam wibracje mojego telefonu w prawej kieszeni dresów. Chciałam już to zignorować, bo szczerze nie miałam ochoty z nikim gadać. Niestety, ktoś naprawdę nie chciał mi odpuścić, więc mimowolnie odebrałam.
   - Halo? - mruknęłam ponuro i leniwie do słuchawki. Z tego wszystkiego nawet zapomniałam sprawdzić, kto do mnie zadzwonił.
   - Sakura? - głos mojego najlepszego przyjaciela, Naruto, poznałam od razu.
   - Hej - przywitałam się przez telefon. Uśmiechnęłam się. Pomimo mojej wczesnej niechęci, uwielbiałam rozmowy z Naruto. W końcu, znaliśmy się od przedszkola. On zawsze mi pomagał, a ja jemu. Dlatego też, byłam dumna, że mam takiego przyjaciela.
   - Matko, brzmisz tak, jak byś była schorowana - skomentował mój znudzony głos blondwłosy.
   - Nic dziwnego! Chemica tyle nam zadała, że mi też chce się rzygać! - usłyszałam zbulwersowany głos Ino w słuchawce.
   - Naruto, czy aby przypadkiem nie jesteś sam? - spytałam ironicznie.
   - Nie, nie jestem sam - odparł wesoło, kompletnie ignorując mój cynizm. - Wszyscy jesteśmy. Włączyłem cię na głośnik - przyznał.
   Nie wiedzieć czemu, ale uśmiechałam się coraz szerzej. To było takie "w stylu Naruto Uzumakiego"... A mimo to, lubiłam ten jego optymizm.
   - Wszyscy, czyli...
   - Ja, Sai, Shikamaru, Kiba, Chouji, Ino, Temari, Gaara, Hinata, Neji i Rock Lee - wymienił mi blondyn.
   - Wszyscy stoimy pod twoim oknem - usłyszałam leniwego Shikamaru.
   Momentalnie wstałam z łóżka, otworzyłam okno i wyjrzałam przez nie. O dziwo, mówili prawdę. Pod moim domem stała zgraja siedemnastolatków ( poza Temari, Nejim i Rockiem Lee, którzy jako osiemnastolatkowie stanowili najstarsze osoby w naszej paczce), czekających na mnie. Gdy tylko się wychyliłam znad okna, Ino zaczęła się drzeć wniebogłosy.
   - POSPIESZ SIĘ, WIELKIE CZOŁO! WYSKAKUJ Z TYCH STARYCH CIUCHÓW I WYCHODŻ Z TEGO DOMU!
   - A dokąd wy chcecie iść, co? - spytałam, zakładając kosmyki moich różowych włosów za lewe ucho.
   - Pomysł jest, by iść wspólnie do jakieś knajpki! - krzyknął Lee.
   - To jak? - spytał Chouji.
   - Idziesz, Sakura?
   - POSPIESZ SIĘ, WIELKIE CZOŁO!
   Zatrzasnęłam okno z hukiem i przewróciłam oczami. Miałam dwie opcje do wyboru - albo iść z nimi albo mieć na karku bandę rozwścieczonych nastolatków. Po dość głębokim namyśle uznałam, że to pierwsze będzie lepszym rozwiązaniem. Zresztą, doskonale wiedziałam, że ten wypad to był pomysł Naruto. Może reszta tego nie zauważyła, ale ja zdawałam sobie z sprawę z tego, iż miał on na celu wyrwanie mnie z domu. Uśmiechnęłam się w duchu. Mimo, że o to nie prosiłam, o o mnie pamiętał. Jak prawdziwy przyjaciel.
   Wyjęłam szybko z szafy jakąś czarną koszulkę oraz sprane dżinsy i włożyłam na siebie. Przyczesałam też swoje włosy i kwadrans później już schodziłam na dół do przyjaciół.
   - Sakura! - Lee ucieszył się na mój widok.
   - WIELKIE CZOŁO!
   - Daruj sobie, Ino - odparłam, piorunując blondynkę wzrokiem.
   Aż po dzień dzisiejszy ciężko było określić nasze relacje. Świetnie pasowałoby tu przysłowie "kto się czubi, ten się lubi", ale pewnie Ino by temu zaprzeczyła. Była moją przyjaciółką, w zasadzie pierwszą, jaką miałam, ale okres dorastania sprawił, że nie nadawałyśmy już na tych samych falach. Zresztą, osiem lat temu naszą przyjaźń przyćmiła kłótnia o jednego chłopaka... Teraz, jak na to patrzę, wydaje mi się głupotą i bezsensem. Bo po co walczyć o chłopaka, który nigdy nie patrzył na ciebie z jakimkolwiek ciepłem, zawsze ignorował twoje uczucia i mimo to, traktował cię tak chłodno, jakby nienawidził cię z całego serca?
   Chociaż... nawet pomimo tych cech, nie dało się nie przyznać, że był przystojny.... Ale jego wnętrze i tak było nic nie warte! Jedyne, czego żałowałam, to to, że uświadomiłam to sobie tuż po jego wyprowadzce z Konohy. A w jego wspomnieniach nadal byłam tą różowowłosą, nieszczęśliwie zakochaną trzynastolatką, rozpaczliwie wołającą "Sasuke-kun"...
   - A ty co się nie odzywasz, wielkie czoło? - pytanie Ino momentalnie wyrwało mnie z zamyślenia. - Naruto właśnie opowiada ciekawą historię, jak to przyłapał Shikamaru i Temari na randce...
   - To był tylko spacer - zaprzeczył Shikamaru.
   - Naruto, ty głąbie, naprawdę sądzisz, że umówiłabym się z kimś takim, jak ten leń? - spytała Temari, marszcząc brew. Blond włosy tylko przewrócił oczami i powiedział:
   - Na tym świecie wszystko jest możliwe.
   - Uwierz mi, nie wszystko - mruknęłam cicho pod nosem. Mimo tego, byłam pewna, że każdy usłyszał mój komentarz. 
   Szliśmy okołu dwudziestu minut. W tym czasie, Naruto i Kiba przekomarzali się, który z nich jest lepszy (nie ważne w czym, byle by jeden pobił drugiego i na odwrót), Hinata rozmawiała z Nejim, a Shikamaru, Chouji i Temari zachłannie dyskutowali o szkole (głownie Temari rozprawiała o tym, jak jest ciężko w klasie maturalnej). Rock Lee, jak zawsze, próbował obudzić w nas "wiosnę młodości", ale Tenten, Sai, Gaara i ja tylko spoglądaliśmy na niego ze zdziwieniem. Mimo to, Lee się nie poddawał - dlatego był pupilkiem pana Guya.
   Nim się spostrzegłam, znajdowaliśmy się wewnątrz knajpki z sushi (nie wiem kto o tym decydował). Każde z nas zaczęło rozglądać się za pustym stolikiem i... serce mi zamarło. Zresztą, nie tylko mi. Na samym końcu pomieszczenia, przy kwadratowym stoliczku dla dwóch osób siedział... ON. Ten sam, który BYŁ obiektem mych westchnień. Ten sam, co się nie liczył z moimi uczuciami. Ten sam, który swoim ignoranckim zachowaniem za każdym razem łamał mi serce.
   Zawsze myślałam, że gdy się wyprowadził cztery lata temu z Konohy, już więcej z moim życiu nie zawita. Myślałam, że już nigdy nie zobaczę tych jego kruczoczarnych, hipnotyzujących, magnetycznych oczy, hebanowych, rozczochranych (dop. aut. - przymiotnik będący sugestią przyjaciółki), zmierzwionych od wiatru włosów i tego muskularnego ciała o czysto mlecznej barwie.
   Myliłam się - jak zawsze zresztą.
   Naruto jednak miał rację - wszystko na tym świecie jest możliwe.